Dorotka i miłość powrót >>

"Nie wiem - powiedziała Dorotka nad filiżanką herbaty. - Po prostu go lubię. I wie pani, on tak się cieszył na ten ślub".

Było to rankiem w krakowskiej kawiarni Camelot. Nad miastem świeciło słońce, ale tu panował półmrok. Umówiłam się z Dorotką na pożegnalną kawę. Ja wyjeżdżałam znów do Niemiec, ona - świeżo poślubiona żona, radosna, promienna - zostawała tutaj, a z nią to wszystko, co życie miało jej do zaoferowania. Mąż, ciekawa praca, nowe mieszkanie.

"Opowiedz mi o miłości, Dorotko - poprosiłam. - Skąd wiesz, skąd wiedziałaś, że to on, że to on właśnie, nikt inny?"

Szczęśliwie zakochana dziewczyna, której spełniło się albo właśnie miało się spełnić to, co mnie nie spełniło się nigdy, wydała mi się jakimś specjalnym ekspertem od miłości - posiadaczem tajemnicy, której mnie, biednej poszukiwaczce, nie udało się zgłębić.

"Nie wiem skąd, ale wiedziałam. On też wiedział, może nawet lepiej niż ja".

Uśmiecha się ciepło. Milczy. Ale ja widzę, że jest pewna tego co jest i tego, co będzie. Wie, że to co robi, jest dobre - tak jak wiedział Pan Bóg, kiedy stwarzał świat. Może więc to właśnie ona, właśnie dziś wytłumaczy mi tajemnicę miłości? Bo kiedy tak na nią patrzę, powraca coraz silniejsze z upływem lat uczucie, że ja sama czegoś nie rozumiałam, nie dopełniłam, że coś mnie ominęło, że moje doświadczenie miłości musiało być ułomne. Swoją własną jedyność i niepowtarzalność odkryłam też samotnie i dopiero w dojrzałym wieku, a nie odczytałam jej w zakochanych oczach drugiego człowieka i poprzez niego. Może więc ona, dwudziestoparoletnia, wie coś ważnego, czego nie wiem ja?

© Wydawnictwo Literackie 2006-2010 projekt i wykonanie: YELLOWTEAM.PL