Fiołki czy róże? powrót >>

Twój ulubiony kwiat? Ulubiony kolor? Twoja największa zaleta? Wada? Za co siebie lubisz? Co lubisz u kobiety? Co u mężczyzny? I wreszcie to najdziwniejsze z pytań: jak chciałabyś umrzeć? Jak? Wcale.

Na każdym kroku jesteśmy pytani, przepytywani, odpytywani.
Wydaje się czasem, że całe nasze życie to jedna wielka psychozabawa z rubryczkami, za którą zdobywa się punkty lub nie.

A jeśli akurat nikt nas o nic nie pyta - natychmiast zaczynamy sprawdzać sami siebie.

Ciągle nam się zdaje, że koniecznie musimy się czegoś nowego o sobie dowiedzieć. Bo o kimże, jeśli nie o sobie?

Osobiście nie lubię wszelkich kwestionariuszy czy ankiet i przeważnie się w nich gubię. Wywołują we mnie klaustrofobiczne uczucia - rubryczki zawsze są zbyt wąskie, boję się, że się w nich nie zmieszczę, nie zmieszczą się literki i to, co między słowami. Sama dla siebie jestem rozmówcą trudnym. Czasem sama się w sobie nie mieszczę - jak pisał Jacek Kaczmarski.

Podobno taki lęk przed wypełnianiem kwestionariuszy wspólny jest wszystkim dzieciom holocaustu. Nie wiem, może jest to strach przed okrutną karą, jeśli na któreś z pytań dam niewłaściwą odpowiedź.

"Nie mam nic do ukrycia" - zdanie to, równie popularne jak nieprawdziwe, należy do owego repertuaru wyświechtanych fraz, takich jak: "czas leczy rany" albo: "jestem tylko człowiekiem".

Bzdura! Czas żadnych ran nie leczy, jestem nie "tylko", lecz "aż" człowiekiem! I jak każdy - mam wiele, bardzo wiele do ukrycia. Zwłaszcza przed sobą samą.

Wiele rzeczy, o których piszę, tak naprawdę chciałabym ukryć. Nie mówić o nich, nie myśleć. A jednak to robię. Ponieważ odwaga to nie siła fizyczna, czasem to po prostu umiejętność zadawania sobie pytań i rozplątywania poplątanych odpowiedzi.

I właśnie dlatego odpowiadam na ankiety, rozmawiam z dziennikarzami, z czytelnikami. Właśnie dlatego nieprzerwanie (choć nieraz niechętnie) rozmawiam sama ze sobą. O czym? Choćby o złożoności uczuć. Aby odkryć ukrywane, zajrzeć do różnych szaf i zakamarków - nie tchórzyć, nie kluczyć. Próbować odpowiedzieć dziś inaczej niż wczoraj, jutro inaczej niż dziś.

Zdarza mi się na to samo pytanie dawać różne odpowiedzi - tak jak zdarza się na różne pytania dawać odpowiedź tę samą. W nadziei, że będzie coraz lepsza, coraz bliższa prawdy. Pisarz, jak każdy człowiek, ma w sobie miejsca trudne, które stara się ominąć. Jeszcze dziś o nich nie mówić, jeszcze nie dziś.

Ale czasem właśnie pod wpływem najbanalniejszego z pytań coś się w człowieku rozjaśnia i otwiera.

Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku krążyła po salonach Europy gra towarzyska - polegająca na odpowiadaniu na pytania pewnego kwestionariusza. W tych czasach były jeszcze salony i byli ludzie, którzy mieli czas się nudzić. Pomiędzy wywoływaniem duchów a graniem w loteryjkę zabawiali się więc wymyślaniem uroczych pytań.

Natknęłam się na nią jeszcze w czasach gimnazjalnych - wtedy, jak to było w modzie, interesowałam się Proustem. Nie był on, jak się czasem sądzi, autorem tej gry, lecz tylko najbardziej znanym człowiekiem, który na nią odpowiedział.

Dużo później, przez wiele lat, drukowała ten kwestionariusz pewna niemiecka gazeta. Przepytywano tam za jego pomocą wielu znanych ludzi, głównie artystów. Odpowiadał także na niego mój przyjaciel Zbigniew Herbert.

Pamiętam, że lubiłam to czytać. Od tej właśnie ankiety zaczynałam lekturę pisma. Nie wiem, prawdę mówiąc, co tak fascynowało mnie w odkryciu, jaki kwiat, jaką książkę lubi czy jaką zupę jada ten czy inny znany artysta. Nie wiem, czy mi go to w jakiś sposób przybliżało.

A może tylko lubiłam się zastanawiać, co ja odpowiedziałabym na jego miejscu.

Dziś, w czasach dużo bardziej brutalnych, coś kazało mi się jeszcze raz przyjrzeć tej ankiecie. Właśnie teraz, kiedy każdy - proszony czy nie proszony, odpowiada na pytania, które krzyczą do nas z okładek tygodników.

Czy zdradzasz żonę, kradniesz? Jak często się upijasz? Pytany czy nie pytany, każdy chętnie odpowiada. A ja nagle zatęskniłam za światem innych pytań - takich jak: twój ulubiony poe­ta? kolor? ulubiona muzyka? twoje wyobrażenie o szczęściu?

Przeniosło mnie do świata, w którym nie tylko wypada, ale wręcz należy mieć swojego ulubionego bohatera literackiego, utwór muzyczny, dzieło sztuki.

Pomyślałam sobie, że to są ciągle jeszcze piękne pytania, a gra warta zabawy.

I odpowiadam po swojemu - niekiedy żartobliwie, a niekiedy poważniej. A jeśli coś mnie w nich poruszyło i przywołało wspomnienia - nieco obszerniej.

Zdarza mi się więc na to samo pytanie dawać różne odpowiedzi - bo przecież każdego dnia jesteśmy trochę inni - zdarza się też na różne pytania dawać odpowiedź taką samą.

Zdarza mi się przywoływać te same postacie - ludzi, których może jeszcze nie ocaliłam od zapomnienia.

Nie zawsze umiałam się zdecydować: czy lubię fiołki, czy róże?
Jedno natomiast wiem na pewno: serdeczna, czuła rozmowa z czytelnikiem to jest także "moje wyobrażenie o szczęściu".

 

© Wydawnictwo Literackie 2006-2010 projekt i wykonanie: YELLOWTEAM.PL