Kim albo czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem? powrót >>

Agatą Christie. Zapragnęłam nią zostać, kiedy miałam chyba nie więcej niż jedenaście lat. Przyjaciółka mojej mamy, aktorka i osoba cierpliwa, przeczytała mi pewnego wieczoru na głos całą jej powieść, tłumacząc jednocześnie z angielskiego. Całą, ponieważ za skarby świata nie pozwoliłam jej przerwać. Powieść nosiła tytuł Trup w bibliotece. Słuchałam z wypiekami na twarzy, zwinięta w kłębek na tapczanie, nie tylko dlatego, że chciałam wiedzieć, kto zabił tę nieszczęsną blondynkę i ułożył ją malowniczo na futrzanym dywanie przed kominkiem w domu państwa Bantry. Równie mocno zafascynowały mnie ów dom wiejski, poranna herbata, zapach jajek smażonych na bekonie, smuga dymu tytoniowego z fajki kapitana Bantry'ego, ogród pełen kwiatów.

Odtąd pokochałam spokojny, niezniszczalny i przewidywalny świat Agaty Christie - angielską powieść kryminalną z jej niezmąconą równowagą i stabilną konstrukcją. Pisać takie książki! Ofiarować czytelnikowi świat przyjazny i przejrzysty, mimo obecności jakiegoś tam symbolicznego truposza.

Nie musiałabym tłumaczyć braku logiki wydarzeń, które żadnej logiki nie miały, ale wstrząsały moim życiem. Dlaczego moja babcia, która nic złego nigdy nikomu nie uczyniła, znalazła śmierć w komorze gazowej i kto, kiedy i jaką mógł odnieść z tego korzyść?

Nie musiałabym tłumaczyć czytelnikowi, dlaczego moje życie było tak rozmigotane, rzeczywistość niedookreślona - a przecież każdy pisarz czerpie głównie z materii swojego własnego życia.
Dlaczego gnało mnie przez świat, w którym nie było nie tylko białego angielskiego domu, ale czasem nawet porządnego mieszkania.

Dlaczego chciałam umrzeć z powodu mężczyzny. dlaczego zmieniałam paszporty, adresy.

Mogłabym zamiast tego dać czytelnikowi kilka spokojnych godzin, wrażenie panowania nad własnym życiem, uporządkowanym i stabilnym. Obraz świata, w którym istnieje tradycja, honor. Świat, którego bohaterowie tak pięknie się nudzą. Czar powtarzalności.

Taki świat, w którym wszyscy ludzie są w miarę dobrzy i tylko ten jeden jest zły, a i on może nie tak bardzo.

Nie udało mi się, niestety, zostać Agatą Christie - historia miała wobec mnie inne plany.

Ale może nie musiałabym być człowiekiem. Zwierzęciem może? Kotem? - przenigdy, nie ma we mnie nic z drapieżnika!

Psem? To już prędzej. Chyba mam coś z psa. Przywiązuję się do pana - niestety, zawsze tylko do jednego; jestem wierna czasem bez sensu i rozpaczliwie. Nie! Psem już byłam - wystarczy.

A może takim łagodnym przeżuwającym zwierzątkiem? Stałabym sobie na łące. Jeśli czytelnikowi przyjdzie na myśl krowa. to proszę bardzo, wcale się nie obrażę, ale święta! I w Indiach.

A może na przykład żyrafa - spaceruje spokojnie na długich, szczupłych nogach, wyciąga szyję, spogląda na ludzi z wysoka, ma piękne ciemne oczy, coś tam sobie żuje.
Może byłoby miło być żyrafą?
Ale z drugiej strony - co, jeśli biedna żyrafa też ma jakieś lęki? Urazy z dzieciństwa? Do psychiatry pójść nie może, książki nie napisze.

Nie, chyba nie chciałabym być zwierzęciem.

Myślę, że tak naprawdę chciałabym być drzewem. Drzewo na szczęście nie jest istotą tak kruchą jak człowiek. Niestraszne mu pory roku. Nie lęka się byle wichury.

Drzewo istnieje dla siebie samego - nikt nie jest mu potrzebny, za nikim nie tęskni.

Chciałabym być pięknym drzewem, mieć długie gałęzie, sięgające do jasnego, czystego nieba. Mieć mnóstwo zielonych liści igrających zwiewnie na majowym wietrze. I mieć korzenie. Silne, mocno rozrośnięte korzenie, ukryte głęboko pod ziemią.

Być drzewem, którego nie można przesadzić, a które i ściąć niełatwo.

 

© Wydawnictwo Literackie 2006-2010 projekt i wykonanie: YELLOWTEAM.PL